Miło jest czasem zamiast przeszywania papieru użyć maszyny
do celu, w jakim została stworzona, czyli szycia materiału;)
Z tego, co pamiętam ostatnie takie próby miałam w odległych
czasach ogólniaka, kiedy to z pomocą p. Anne Burda
na maminej (hmm, ale fajnie brzmi:) maszynie popełniłam
kilka części swojej garderoby:o
Postanowiłam sprawić sobie mały drobiazg szyjąc
optymistyczny kolorowy wizytownik:) Tadamm!
Cóż, pierwsze koty za płoty - może szycie nie najwyższych lotów,
ale za to ile satysfakcji…
A jaka będzie Wasza ocena?
Z góry dziękuję za wszystkie komentarze (także te krytyczne;).
Pozdrawiam!
Świetny wizytownik! I cóż przypomniałaś mi, że ja też w odległych czasach ogólniaka korzystałam z p.Burdy i też coś wtedy więcej szyłam:)))Jaki ten świat mały:)hehe, mamy podobne wspomnienia:)
OdpowiedzUsuńMegapozytywny wizytownik! Fantastyczny! :)
OdpowiedzUsuńSuper!!!! Oj Burda....pamiętam.
OdpowiedzUsuńświetny!:) i na dodatek te kolory!:D :)
OdpowiedzUsuńDzięki Dziewczyny:) jak to miło powspominać...;)
OdpowiedzUsuńPięknie wykonany, podoba nam się :)
OdpowiedzUsuńPiękne to maleństwo, jestem zauroczona :)
OdpowiedzUsuńWcześniejsze karteczki równie cudne :)
Właśnie szukałam inspiracji, aby uszyć wizytownik dla potrzeb własnych i trafiłam na Twój post - prześliczny :) Jestem pod wielkim wrażeniem. A kartki - mistrzostwo! :)
OdpowiedzUsuń